środa, 26 czerwca 2013

Rozdział 10

Laura:
Kleista maź w oczach sprawia, że ledwo mogę je otworzyć. W końcu się udaje, leże w łóżku, nie moim, obok leży jakiś mężczyzna. Nie zwracam na niego uwagi, jedyną rzeczą, której potrzebuje to woda i proszki przeciwbólowe. Ledwo widzę, jakimś cudem odnajduję kuchnie. Biorę dużą butelkę wody i próbuje zredukować suszę w gardle. Bierze mnie wkurw, nic nie działa. Czuję jakbym miała pustynie w buzi. Kopie mocno szafkę, słyszę jakieś dźwięki, które coraz bardziej mnie drażnią. Zaczynam przeszukiwać szafki, licząc, że znajdę jakieś tabletki.
- Co ty tu robisz? – Usłyszałam znajomy głos. – I dlaczego jesteś naga?!
- Ciszej! – Odwracam się i widzę zaspanego Lotmana.
- Możesz mi odpowiedzieć na moje pytanie? – Powiedział głośniej.
- Powiedziałam ciszej! – Jeszcze bardziej się denerwuję. – Nie wiem.
- Nie wiesz jak znalazłaś się w mieszkaniu Fabio?
- Tak, nie wiem. Nic nie pamiętam. – Przetwarzam, przetwarzam. – Jak to w mieszkaniu Fabio?! – Zapomniałam już o kacu.
- To jest dom Fabiana Drzyzgi, ja pomieszkuję u niego. – Otworzyłam oczy z niedowierzenia. – Słyszałem w nocy jakieś jęki, ale nie spodziewałem się tego po tobie…
- Ktoś coś mówił o mnie? – Rozgrywający wszedł do kuchni tak jak go Pan Bóg stworzył. – Umm, w nocy twoje cycki wydawały się mniejsze. – Wskazał palcem na mój biust, zerknęłam na Paula, a on na mnie. Nie wiedziałam co zrobić, tylko jedno pytanie nasuwało mi się na myśl.
- Czy my się przespaliśmy ze sobą? – Zapytałam przerażona.
- Długo i dobrze. – Fabian objął mnie w tali. Próbowałam wyrwać się z uścisku, ale nie dałam rady. – Może kiedyś to powtórzymy? – Zjechał ręką na moje pośladki i zaczął je gładzić. Podobało mi się, nie wiedziałam co zrobić. Przy ścianie zauważyłam flaszkę Wyborowej, wzięłam ją i połknęłam kilka głębszych łyków. Podeszłam chwiejnym krokiem do Fabio i zaczęłam go całować, nie panowałam nad sobą. – To mi się podoba. – Wziął mnie na ręce i zaniósł prawdopodobnie do jego sypialni. Wszędzie widzę zebry, o i jedna żyrafa. Trolololo. – Wiedziałam, że z ciebie fajna laska. - Zaczęłam błądzić językiem po jego wyrzeźbionej klacie. Drzyzga przerzucił mnie na plecy i rozpoczął pieszczenie moich piersi. Bardzo na mnie działał, nie panowałam nad sobą. Usłyszałam dźwięk telefonu, mojego telefonu. – Kotku, nie odbieraj.
- Muszę. – Wstałam i wcisnęłam zieloną słuchawkę. – Halo?
------------------------
- Ale jak to?
----------------------------------------------------------
- Dobrze, już jadę. – Rozłączyłam się.
- Co się stało?
- Marcele zatrzymała policja. – Nagle coś strzeliło mi w głowie. – Ych, Marcela! Kurwa mać! My się w nocy przeruchaliśmy?
- No tak.
- Przecież, ty z nią jesteś. Jak mogłeś?
- Chyba jak ty mogłaś.
- Byłam naćpana, i tak nic nie pamiętam.
- Niech to zostanie między nami i nie będzie problemu.
- Jesteś chujem. – Założyłam moje ubrania i wybiegłam z pokoju. – Paul! – Jestem pijana, nie ma mnie kto zawieść.
- Co tam? – Spytał, był jakiś smutny.
- Marcele zatrzymały psy, pojedziesz ze mną po nią?
- A Fabian nie może?
- Nie słyszałeś? Ja nie byłam w nocy trzeźwa, ani rano. Nie panowałam  nad sobą.
-Dobrze, pojadę z tobą. Daj mi dwie minuty. – Założyłam buty i czekałam na niego zniecierpliwiona. – Chodź. – Wziął kluczyki i wyszliśmy. Nie utrzymywał ze mną kontaktu wzrokowego. Chcieliśmy wejść do windy, ale na podłodze leżała rozwalona Aśka. Mamrotała coś pod nosem.
- Asia! – Krzyknęłam lekko spięta. – Wstawaj!
- Co? - Wybełkotała.
- Idź po Fabiana, weźmie ją do siebie, my nie mamy czasu. – Powiedziałam do Lotmana. Bez słowa poszedł po niego, ten przyszedł i wziął Asie na ręce. Nie wiem jak się zachowywali, nie miałam czasu żeby na to zwrócić uwagę. Wcisnęłam odpowiedni guzik i zjechaliśmy na dół.
- Tutaj. – Lotman wskazał palcem na duży biały amerykański      Mercedes.
- Wow! Piękny. – Wreszcie lekko uśmiechnął się, tak jak ja to lubię. Wsiadłam do pojazdu, wszystko było obite kremową skórą. Z tyłu były wbudowane laptopy i inne bajery. Nie spodziewałam się, że stać go na coś takiego.
- Nie dziw się, auto dostałem od amerykańskiego rządu za osiągnięcia, mnie na coś takiego nie stać. – Tam to jednak pieniądze są.
Coś złapało mnie za serce, żałowałam tego co zrobiłam. Żałowałam tego, że Loti musiał widzieć moje wczorajsze zachowanie i co gorsza słyszeć. Przecież to on działał na mnie, nie Fabian. Popatrzyłam chwile na niego, widziałam jak trzęsą mu się ręce.
- Przepraszam. – Powiedziałam z nieudawaną skruchą.
- Za co niby? – Zdziwił się.
- Za to, że musiałeś to wszystko widzieć. Powiem ci teraz prawdę, wiem, że to nic nie zmienia, ale byłam wtedy naćpana. Nie panowałam nad tym co robię.
- Przecież nie mogę niczego od ciebie wymagać.
- Masz racje, ale coś się między nami jest, wpływasz na mnie w jakiś sposób, pociągasz.

- Gdyby tak było to nie przeleciałabyś mojego przyjaciela.


________________________________________________________________________
Witam! Powracam po długiej przerwie. Rozdział krótki, dlaczego? Każdemu się zdaje, że koniec roku i jest dużo czasu. Niestety nie w moim przypadku, od razu po zakończeniu wyjeżdżam. Czyli pakowanie, zakupy i inne duperele zaprzątają mi główkę. 
Nie mogłam się wziąć za ten rozdział, pisałam go chyba z 2h, a i tak jest krótki. Nie jestem z niego zadowolona, miał wyglądać kompletnie inaczej. Czuję, że właśnie psuje nim całą historie, ale nie chcę Was zaniedbywać. 
Jest to ostatni rozdział do mojego przyjazdu, czyli na 12 lipca postaram się coś nabazgrać.
Zapraszam również instagramask i photoblog.
Pozdrawiam,
Donieek!

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Wracam!

Mam dwie wiadomości: dobrą i złą. Na początek ta dobra. Przemyślałam parę spraw i stwierdziłam, że będę dalej pisać. Teraz ta gorsza, niestety jeśli rozdział nie pojawi się do piątku to zobaczycie go dopiero ok. 14 lipca. Wyjeżdżam na obóz i nie będę miała możliwości pisania. To tyle, po prostu chciałam Was poinformować, żebyście mi nie pouciekali :))
To koniec informacji :D
Pozdrawiam,
Donieek :**

sobota, 8 czerwca 2013

ZAWIESZAM

Tak o to nadszedł ten dzień, którego się obawiałam, podjęłam tą decyzje po długich przemyśleniach.
Nie dlatego, że nie mam czasu. Nie dlatego, że nie mam weny. Dlatego, że jest Was coraz mniej, jak widzę, że przy pierwszych rozdziałach było po 200 wyświetleń/13 komentarzy to teraz mam po 30wyświetleń i raptem 2 komentarze. To naprawdę boli, bo ja poświęcam swój czas żeby napisać rozdział, żeby promować bloga, a jest coraz gorzej. Czuję, że nikt tego nie czyta, że opowiadanie Was nie interesuje, że nie umiem pisać.
Nasuwa się jeszcze jedno pytanie: Kiedy wrócę? Wrócę, jak przybędzie czytelniczek, komentarzy. Nie wiem co ja mogę zrobić, bo zrobiłam już wszystko, proszę o udostępnienia itd. Oczekuję od Was, że porozsyłacie linki do mojego bloga, po udostępniacie na swoich fanpagach. CHCE POPROSTU ZOBACZYĆ WIĘCEJ CZYTELNICZEK, A NIE TYLKO CAROLINE, CARMEN, JODŁE I JUDYTĘ.

niedziela, 2 czerwca 2013

Rozdział 9

Laura:
- Nie chcę cię dalej słuchać. Wyjdź.
- Ale Laura!
- Wyjdź, na pewno nie będziemy razem, na pewno nie wyjadę z tobą do Rosji. Jutro dam ci odpowiedź czy ci w ogóle wybaczę. A teraz wyjdź. – Spuścił głowę w dół, wyszedł ode mnie z auta i wszedł do swojego Audi.
Położył głowę na kierownicy i chyba płakał. Wyjął ze schowka papierosy, które tam kiedyś zostawiłam. Palił jednego za drugim, ja tylko się temu przyglądałam. Patrzyłam jak niszczy sobie karierę tym świństwem. Nie mogłam tak siedzieć, wyszłam z samochodu i wyrwałam mu opakowanie z rąk.
- Wiesz, że nie możesz. – Tym razem nie siedziałam, odpaliłam moje Volvo i ruszyłam do domu.
Zaparkowałam w podziemiach i wyszłam jeszcze na dwór na ławkę. Oczywiście zapaliłam papierosa. Delektowałam się trującym dymem, kiedy na ławkę wskoczył mały piesek. Zaczął, a raczej zaczęła się do mnie przytulać, lizała moje dłonie, machała ogonkiem i piszczała.
- Zgubiłaś się? – Spytałam psa, tak oczywiście mi odpowie. Wzięłam ją na kolana i zaczęłam głaskać. Wyglądała jak mieszanina pinczera i jamnika, jest ciemno-brązowa i ma karmelowe ,,skarpetki’’ i plamki na pyszczku. Rozejrzałam się wokoło, nikogo nie było.
Biorę ją na ręce i wjeżdżam z zakupami windą na górę. Wchodzę do mieszkania i mimowolnie wypuszczam szczeniaczka. Już przy wejściu było czuć zapach obiadu.
- Ale jesteś słodka, kim ty jesteś miśku? – Marcela zawsze piszczy do zwierząt, tak było też tym razem.
- Ona się do mnie zaczęła przytulać i ją wzięłam do nas. Może z nami zostać? No proszę! – Ostatnią sylabę długo przeciągałam.
- To ja cię powinnam o to prosić. – Uśmiechnęła się do mnie. – To co mamy nowego domownika.
- Jak ją nazwiemy?
- Niech będzie Julia! Zgódź się, zgódź się!
- Haha, no dobrze. A ty? Co masz taki dobry humor?
- Powiem ci, ale najpierw usiądź. Najlepiej jeszcze kielicha łyknij. – usiadłam na blacie w kuchni.
- Obejdzie się. Ale teraz mów! – Marcela zrobiła się cała czerwona.
- Spotykam się z Fabianem.
- No tak, od paru dni.
- Tak na serio. – Zrobiłam szerokie oczy.
- Nie wiem co powiedzieć. – Zeszłam na podłogę i przytuliłam się do przyjaciółki. – Cieszę się, nawet bardzo.
- Naprawdę?
- Tak.
- Czuję, że i tak nic z tego nie wyjdzie.
- Nie możesz tak myśleć! Ja widzę, że on jest w tobie zakochany. – Uśmiechnęłam się. – A teraz ide kupić rzeczy dla Julki. Haha, ale to śmiesznie brzmi!
- To idź. – Wzięłam torbę i wyszłam z mieszkania. W windzie był Paul. Muszę zacząć używać schodów. Weszłam bez słowa.
- Cześć. – Za to on się odezwał.
- No hej. – Niech nic nie mówi, niech nic nie mówi.
- Nie obrażaj się na mnie, przepraszam. – Powiedział smutny. – Naprawdę nie sądziłem, że to dla ciebie takie ważne.
- Mam większe problemy, uwierz nie zawracam sobie głowy tobą. – I jak na zawołanie zaczęłam płakać, ostatnio dzieje mi się to za często.
- Laura, co się dzieje?
- Nic, przytul mnie proszę. – Podszedł bliżej i wyciągnął ręce w moją stronę. Mocno wtuliłam się w jego tors. Lotman powoli gładził mnie po plecach.
- Co się stało? Chodzi o Zbyszka?
- Skąd wiesz? – Zapytałam między szlochami.
- Ja wszystko wiem. – Gładził mnie po włosach. – A teraz już nie płacz, proszę. – Nie wiem dlaczego, ale zawsze robię to co on chce, nawet jak tego nie chciałam, tak było i tym razem. Mimowolnie przestałam płakać.
- Musze już iść. – Powiedziałam i wyszłam. Weszłam do sklepu zoologicznego po drugiej stronie ulicy. Jak dobrze, że jest tak blisko.
- Dzień dobry! – powiedziałam radośnie do staruszka przy ladzie.
- Witam, w czym mogę pomóc? – Spytał uprzejmie ekspedient.
- Potrzebuje wszystkiego co potrzebuje mały szczeniak. Nie znam się na tym i nie wiem co dokładnie kupić. – Mimo mojego złego humoru wysiliłam się na szeroki uśmiech.
- Haha dobrze, dobrze. Coś dla panienki skombinujemy. – Dziadek z bardzo pozytywnym wyrazem twarzy wstał z miejsca. Zaczął kolejno przynosić miski, legowisko, karmę, smycz, obroże i parę zabawek. Ja zrobiłam tylko wielkie oczy. – Tyle powinno wystarczyć. Achch, jeszcze identyfikator. – I mężczyzna wyciągnął małe pudełeczko z szuflady. – Na wszelki wypadek jakby się zgubił.
- Bardzo dziękuję. Ile za to wszystko będzie?
- 120 złotych wystarczy. – Zapłaciłam należną kwotę i z dwoma torbami wyszłam ze sklepu.
- Do zobaczenia!
- Do widzenia. – Zatrzymałam się na pasach, z boku stał Fabian.
- Hmm, może pani pomóc? Takie piękne kobiety, nie powinny się przemęczać. – puścił mi oczko i uśmiechnął się.
- Jeśli pan by mógł. – Przecież nie będę tego tachać. Nie czekałam na jego odpowiedź, od razu podałam mu jednorazówki w ręce.
- Fabian jestem. – uwolnił jedną dłoń i podał mi ją.
- Laura. – Starałam się nie zwracać uwagi na to jak przyglądał się moim cyckom.
- Ty mieszkasz chyba w tym bloku co ja. Widzieliśmy się ostatnio w windzie.
- Ano tak, przypominam sobie.- Stanął na chwilę i nakierował moją twarz, tak żeby mógł spojrzeć mi w oczy.
- Masz piękne oczy, a w dodatku tak błyszczą. – Skomplementował mnie, ja odwróciłam wzrok.
- Powinniśmy już iść. – Powiedziałam sucho. Nie odzywałam się do niego do końca drogi. Pożegnałam się tylko, gdy wychodziłam z windy.

Marcela:
Nie dość, że nie byłam dzisiaj na zajęciach, to Julianno przyłapał mnie z Fabianem. Najgorsze jest to, że wyrzucił mnie z grupy. Może się wydawać, że to co powiedział było bez znaczenia. Jednak on zawsze mówi na serio. No cóż, szkoda. Może to lepiej, będę miała więcej czasu.
A co do mojego ,,chodzenia’’ z Drzyzgą to nie biorę tego na poważnie. Każdy mój poważny związek kończył się klęską. Nie wiem też, czy będę mogła opędzić się od niewinnego flirtu z innymi mężczyznami. Czuję, że źle zrobiłam wiążąc się z nim. Niestety już ,,po ptokach’’. Może to będzie wreszcie coś innego?
Julka zaczęła piszczeć, chyba była głodna. Dałam jej kawałek kiełbaski. A co! Do mieszkania weszła Laura, zachowywała się dziwnie, unikała mojego wzroku.
- Co ty taka dziwna jesteś?
- Nie nic. Zobacz ile kupiłam rzeczy, po prostu było mi ciężko. Może dlatego tak. – Ktoś tu mnie okłamuje, rozpakowałam zawartość toreb i ustawiłam wszystko w odpowiednim miejscu.
- Co gotujesz na przyjście Asi?
- Frittate (przepis )
- Haha, co to?
- Taki Włoski omlet. – Kiedy wyjmowałam wódkę z lodówki zabrzmiał dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć.
- Hej! – W drzwiach stała Asia.
- Cześć, Marcela jestem. – Szczerze się uśmiechnęłam i podałam rękę.
- Asia. – Zrobiła to samo. – Przyszłam z moją znajomą Marysią. – Zaczęłam się rozglądać w koło, ale nikogo nie widziałam. Joanna wyciągnęła z kieszeni trzy skręty.
- Czuję, że będzie się działo! Proszę wejdź.
- O, już jesteś! – Krzyknęła radośnie Marcela i zaczęły się przytulać.

- To co? Pijemy! – Powiedziałam.



________________________________________________________________________ Hej hej hej! Przepraszam, że taki krótki, ale tak musi być. Nie chodzi tutaj nawet o brak weny albo czasu. Po prostu to jest potrzebne żeby rozdział 10 miał odpowiedni sens. Czy chcecie, abym podawała w nawiasach przepisy danych potraw? Pytam, bo talent kulinarny Marceli będzie się tu często pokazywał. 
Brawo Vive, brawo Vive! Oglądałyście mecz? Jak zawsze końcówki są najbardziej stresujące. Jestem niesamowicie dumna z naszych chłopaków.
Wczoraj był dzień dziecka, dostałyście coś fajnego?
Za błędy jak najbardziej przepraszam, jak znajdę chwilkę to je poprawię.
Pozdrawiam,
Donieek

piątek, 31 maja 2013

Rozdział 8

Marcela:
Niemożliwe żeby ktoś ukradł mi samochód, wyszłam na parking przed blok. Obeszłam go całego, a w najbardziej oddalonym miejscu stało właśnie moje czerwone Mini. Otworzyłam je i weszłam. Na kierownicy była przyklejona taka sama kartka jak poprzednio z napisem:
,, Bez spiny, bez spiny, kupię Ci maliny’’
Karteczkę pogniotłam i wyrzuciłam przez okno i ruszyłam w drogę. To wszystko jest jakieś podejrzane. Zaczynam się bać. Dobrze, że dzisiaj mam tańce po zajęciach, odreaguję. Kiedy dojechałam pośpiesznie pobiegłam na zajęcia. Akurat kiedy usiadłam na swoim miejscu dostałam SMSa od Fabiana.
,, Nie daj się namawiać :*’’
,, Dzisiaj nie dam rady, przychodzi do nas wieczorem Zbyszkowa Asia L’’
,, A teraz nie możesz? :D’’
,, Mam zajęcia :P’’
,, I tak się na nich nie będziesz słuchać, bo będziesz myślała o mnie xD’’
Rozejrzałam się po sali, profesora jeszcze nie było.
- Mnie tu nie było.- Powiedziałam mojej grupie i wybiegłam z uczelni.
,, No dobrze, gdzie się spotkamy? ;)’’
,, Wiedziałem! Może na ławce przed naszym blokiem?’’
,, Jak to ‘naszym blokiem’? o,O’’
,, Przecież mieszkamy w tym samym miejscu :D’’
,, Ale ja Cię wtedy odwoziłam pod Podpromie.’’
,, Z Igłą się musiałem spotkać :D’’
,, Już jadę, czekaj tam J’’
,, Ok J’’
Na światłach zadzwoniłam do Julianno.
- Witam.
-----------
- Trenerze, jestem chora. – Zakasłałam po cichu. – Nie mogę przyjść dzisiaj na trening.
-----------------------------------------
- Ale to chyba nie moja wina, że jestem chora.
---------------------
- Dziękuję bardzo, do widzenia.
------------------------------
Zaparkowałam pod blokiem, nie chciało mi się wjeżdżać na podziemny parking. Na ławce siedział już szeroko uśmiechnięty. Kiedy mnie zobaczył od razu wstał i poszedł w moją stronę.
- Cześć. – Powiedział i dał mi całusa.
- Hej.- Uśmiechnęłam się szeroko i złapałam go pod ramię.  – To gdzie idziemy?
- Co powiesz na przemarsz przez galerię? – Zareagowałam wielkim optymizmem.
- Mam inny pomysł! Idźmy na zakupy!
- Będziemy kupować staniki? – Spytał i zabawnie poruszył brwiami.
- Chciałbyś. – Pokazałam mu języka. – Nowy Świat? – Pokiwał głową i złapał mnie za rękę.
- Bardzo ładnie dzisiaj wyglądasz. – Lekko się zarumieniłam. – I bardzo seksownie. – Znowu zaczął manewrować brwiami.
- Haha. Dziękuję.  – Puścił moją rękę i złapał mnie w tali. – Demoralizujesz mnie.
- Niby jak?
- Przez ciebie nie poszłam na zajęcia. – Wypiął dumnie pierś.
- Dzięki mnie! – Wykrzyknął.
- A co tu panienka robi? Podobnież chora jesteś. – ni stąd ni z owąd wyskoczył Julianno.
- Yyy, no bo ja…
- Nie przychodź na zajęcia, wywalam cię z grupy!
- Ale trenerze! – Nie prowadził ze mną żadnych negocjacji, a szkoda.
- Kto to był? – Spytał zdezorientowany Fabian.
- Nikt ważny. Lepiej mi powiedz dlaczego ty nie jesteś w Spale? – Spytałam.
- Po meczach towarzyskich zawsze mamy tydzień wolnego. Mamy jeszcze cztery dni spotykania się.
- Ty jeszcze o czymś nie wiesz. – Powiedziałam tajemniczo. – Mamy z Laurą bilety na wszystkie mecze Ligi Światowej w Polsce. – Fabian spojrzał na mnie niedowierzanie i szeroko się uśmiechnął.
- Ale jak udało wam się zdobyć tyle biletów?
- Mój tata to jeden z głównych działaczy Orlenu. –Fabian mocno rozszerzył oczy. – Nie patrz się tak. – Byliśmy już przy wejściu do centrum handlowego.
- Lodzika? – Zrobiłam wielkie oczy i zaczęłam kaszleć.
- Co? Tutaj? – Fabio się roześmiał.
- Ty mój zboczuszku! Chodziło mi o takiego do jedzenia. – Pacnęłam się w głowę.
- Nie, muszę dbać o linię. Nie mogę jeść takich rzecz…- Nie skończyłam, bo zostaliśmy okrążeni przez jakieś piszczące nastolatki.
- Mogę prosić o zdjęcie?
- Fabian! Aaa! Daj autograf. – Popatrzyła chwilę na te około szesnastoletnie pryszczate dziewczynki i zaczęłam się śmiać.
- Uratować cię? – Spytałam Fabiana po cichu. Kiwnął oznajmiająco
głową. Wspięłam się wysoko na palce i pocałowałam go namiętnie. Drzyzga coraz szybciej oddawał pocałunki. Zjechał dłońmi na moje pośladki, a ja odjęłam rękami jego szyje. Można było usłyszeć jęki zawiedzenia owych dziewczyn. Jedna po drugiej zaczęła się oddalać, my cały czas tkwiliśmy w pocałunku. To było magiczne. Oderwałam się od rozgrywającego i nabrałam głośno powietrza, on zrobił to samo.
- To było dobre.
- Wiem. – Uśmiechnęłam się i złapałam go za rękę. – Idziemy, bo nam sklepy zamkną.
- Serio? O 12 popołudniu?
- Oj tam. Chodź już! – I poszliśmy. Po drodze zaczepiło nas jeszcze paru kibiców. Nie zareagowaliśmy tak jak wcześniej, bowiem każdy z osobna kulturalnie o to zapytał. Widać było zadowolenie w oczach Fabio.
- Takich fanów to mogę mieć! Wchodzimy? – Wskazał ręką na H&M. Nie odpowiedziałam tylko od razu weszłam do sklepu. Zaczęłam pałaszować w ubraniach, Drzyzga tylko mi się przyglądał. Kilka chwil i miałam całą rękę w ciuchach.
- To idziemy do przebieralni! – Na nasze szczęście była wolna tylko dla osób niepełnosprawnych. Weszliśmy tam oboje. – Ty nic nie wziąłeś?
- A po co?
- Zostań tu, coś fajnego ci przyniosę. – Pobiegłam szybko do działu męskiego. Wybrałam kilka T-shirtów i dwie pary spodni. Zajęło mi to niecałe pięć minut. Weszłam do naszej przebieralni i rzuciłam rzeczy rozgrywającemu.
- Wow! Szybka jesteś. To co, najpierw ja czy ty?
- Ja! – Zaczęłam przymierzać wszystko po kolei.
- Cycki to ty masz fajne. – Pokręciłam z dezaprobatą głową i założyłam kolejny zestaw.
- To co brać?
- Wszystko!
- Nie mogę wziąć tylu ubrań.
- Możesz, ja ci kupie.
- Nie o to mi chodzi, po prostu nie zmieści mi się tyle w garderobie.
- Oj tam. Jak nie weźmiesz wszystkiego to ja to kupie. Albo nie! Wszystko ci kupię!
- Nie możesz mi kupować ubrań.
- Jesteś moją dziewczyną, możesz. – Popatrzyłam z zaciekawieniem na Drzyzgę.
- Dziewczyną?
- Proszę cię, spróbujmy. Nie mów, że ci nie jest ze mną dobrze. – Uśmiechnęłam się szeroko do niego.
- Nie wiem czy to nie za szybko.
- Oj nie przesadzaj.
- No dobrze, ale nic nie obiecuje na razie.
- To teraz ja?
- Dajesz. – I zaczął się przebierać, nie ukrywam, że nie mogłam odwrócić wzroku od jego umięśnionej klaty. We wszystkim wyglądał świetnie. – Ja wezmę wszystko, jeśli ty weźmiesz wszystko.
- Ok. – Przybliżył się i dał mi buziaka.

Laura:
 Poszłam na uczelnie, zajęcia minęły mi dosyć szybko. Od razu po nich pojechałam do Lidla zrobić zapasy alkoholowe na dzisiejszy wieczór. Co prawda mam dużo whisky, ale miałam ochotę na czystą Polską wódkę. Wzięłam pięć Wyborowych z półki, poszłam jeszcze po mąkę i trzy Algidy śmietankowe. Zapłaciłam za wszystko oraz wyszłam ze sklepu.
Przy moim samochodzie stało zaparkowane auto Zbyszka, o którego opierał się jego właściciel. Stanęłam jak wryta, o mały włos nie wyleciały moje torby z zakupami. Chyba mnie zauważył, szybko się odwróciłam i chciałam wracać do sklepu.
- Nie uciekaj. – Powiedział innym głosem niż zawsze.
- Nie chcę z tobą rozmawiać.
- Nie możemy tego odwlekać, jestem w Rzeszowie ostatnie dni. Nie chcę się rozstawać w kłótni.
- A czy my się w ogóle pokłóciliśmy? To ty nazwałeś mnie dziwką!
- Byłem zdenerwowany! Przyszedłem tutaj żeby cię przeprosić!
- Jak na ciebie patrzę to nie widzę żadnej  skruchy! Nie widzę nic! – Dobra widzę, ale tego mu nie powiem.
- Ty wiesz, że żałuję. Jesteś mądrą kobietą. Nie ciągnijmy tego.
- Ale do Rosji wyjedziesz?
- Wyjadę.
- Czyli nic nie zrozumiałeś! – Zibi złapał mnie za rękę, którą potem wyrwałam.
- Myślisz, że da się... – Ostatnich słów nie słyszałam, zamknęłam się w moim aucie. Znowu płakałam, znowu przez niego. Widział mnie, patrzył na mnie, próbował otworzyć drzwi. Wszedł na chwile do swojego Audi i z niego wyszedł trzymając kluczyki od mojego autka. No tak, kiedyś je mu dałam.
Otworzył samochód, niestety nie zdążyłam zareagować. Usiadł na miejscu dla pasażera. Delikatnie otarł mi łzy z twarzy, wyjął ze schowka płytę Behemotha i włączył ją. Widziałam, że chciał mnie przytulić, ale się bał. Nic nie mówił, cały czas obserwował mnie i czekał aż przestanę płakać. Nie wiedziałam co robić, odwróciłam głowę w jego stronę. Już miał coś powiedzieć, ale ja się odezwałam.
- Czekaj. To, że wyjedziesz do Rosji jestem w stanie ci wybaczyć, ale to, że nazwałeś mnie kurwą nie wybaczę. Nigdy. Dlaczego tak powiedziałeś?
- Nie wiem, ale chciałem z tobą być, nadal chcę. Kocham cię! Wyjedź ze mną do Kazania.

 __________________________________________________________________ Witam Was serdecznie!
Przepraszam za moją nieobecność, no ale kara D: Która niestety cały czas trwa, weszłam tylko na chwilę żeby rozdział dodać. Także przepraszam za każde błędy.
Następny rozdział mam już PRAWIE napisany, więc już możecie się cieszyć.
Odnosząc się do związku Fabiana i Marceli to sama się zdziwiłam, że tak wyszło xD Co nie co się tam pozmieniało, miało być kompletnie inaczej, no ale cóż. Mam nadzieję, że Was miło tym zaskoczyłam + nie myślcie, że to będzie ładny, słodki i piękny związek, bo tak na pewno nie będzie.
WŁAŚNIE DZISIAJ ROZPOCZĘŁA SIĘ LIGA ŚWIATOWA!!! Niesamowicie się cieszę, nie mogę się doczekać meczu w Łodzi na którym będę. Kogo tam spotkam? 
Rozdział ten dedykuje Wam wszystkim, a w szczególności Imperfecta Judyta i Caroline. Uwierzcie, że Wasze komentowanie bardzo mnie motywuje i zachęca do pisania.
Pozdrawiam,
Donieek

wtorek, 28 maja 2013

INFORMACJA

Informuję, że mam karę na komputer, i rozdziały nie będą dodawane w najbliższym czasie.
Proszę o cierpliwość i wyrozumiałość.
Donieek

niedziela, 26 maja 2013

Rozdział 7


Marcela:
Zaczęłam biec, bałam się murzynów od dziecka. Wiem, jest to dziwne, ale to przecież ja. Dotarłam do mojej klatki i zamknęłam drzwi dosłownie przed nosem owego osobnika. Nie chciałam dłużej na niego patrzeć i ruszyłam w stronę windy. Weszłam do mieszkania. Zajrzałam do pokoju Laury, spała. Włączyłam mojego laptopa i zrobiłam szybki przegląd siatkarskich stronek. Pełno było informacji na temat Zbyszka. Większość poważniejszych redakcji szukało nowych dziennikarzy i fotoreporterów. Ja się do tego nie nadaję, ale może by Laurę zgłosić. Interesuje się fotografią na tyle żeby się tym zająć. Może zrobię jej niespodziankę? Rozpoczęłam poszukiwanie najbardziej interesujących prac mojej przyjaciółki. Wysłałam na maila zgłoszenie wraz z owymi zdjęciami. Fajnie byłoby, gdyby się czymś zajęła, na pewno nie myślałaby wtedy o Bartmanie. W sumie jakieś doświadczenie ma, często Zjebi załatwiał jej akredytacje na mecze. Myślę, że ma szanse na dołączenie do redakcji. Tylko żeby się nie wkurzyła na mnie.
Odłożyłam laptopa i pomaszerowałam do kuchni. Zrobiłam łyka mleka i zaczęłam jak zawsze o tej porze sprzątać. Włączyłam zmywarkę i weszłam pod szybki prysznic. Przebrałam się i poszłam spać.


Laura:
,, Fakty TVN, witam państwa. Dzisiaj w nocy miał miejsce tragiczny wypadek. Udział w nim brał autobus reprezentacji polski w siatkówce. Nikt nie przeżył, cały kraj w żałobie…’’. Obudziłam się z wielkim krzykiem, włosy miałam posklejane od łez i potu. Chciałam zacząć dzwonić do Krzyśka, na szczęście w porę zorientowałam się, że to sen. Spojrzałam na zegarek, była trzecia w nocy. Boję się zasnąć ponownie. Idę do kuchni i biorę leki na uspokojenie, siadam na kanapie i ponownie płaczę. Jeśli tak się stanie, jeśli to wszystko prawda, jeśli to jest proroczy sen?. A jak Zbyszek… I rozpłakałam się jeszcze bardziej, jego słowa ponownie zabrzmiały w mojej głowie. Nie wiem co się ze mną dzieje, nie wiem jak on mógł coś takiego mi powiedzieć. Nie wiem co robić. Biorę mojego czekoladowego LMa i wychodzę na balkon. Wdycham niezdrowy dym nikotynowy nie przestając uwalniać łez. Siadam na płytkach balkonowych i obserwuję życie nocne Rzeszowa. Jakaś młodzież pijąca piwo na ławce w parku. Staruszka wyglądająca z okna, pewnie cierpi na brak snu. Bezdomne psy grzebiące w śmietnikach. Osoby takie jak ja wracające z klubu. Wszystko wygląda codziennie tak samo. Jest środa, w małych miasteczkach o tej może w środku tygodnia nie ma śladu życia. To jest Rzeszów, miasto tętniące ludźmi 24 godziny na dobę. Za to je kocham. Gaszę papierosa i wchodzę do mieszkania. Zamykam szczelnie balkonowe drzwi i kładę się ponownie spać, już bez strachu lecz ze smutkiem.
Obudził mnie dźwięk spadającego telefonu na podłogę. Słońce już świeciło, więc nie ma sensu zasypiać jeszcze raz. Poszłam do kuchni, gdzie już gotowała coś Marcelina, lubiła to. Oświeciło mnie! Szybko pobiegłam do pokoju po moją lustrzankę i włączyłam ją. Odsłoniłam rolety w kuchni i zgasiłam światło, żeby zdjęcia były ładniejsze.
- Zachowuj się naturalnie, sesja fajnie wyjdzie. – Powiedziałam do Marceli robiąc zdjęcie po zdjęciu. Moja przyjaciółka była w samej bieliźnie co świetnie wyglądało na fotkach. Byłam w swoim żywiole, latałam po pomieszczeniu jak opętana. Efekty były zniewalające.
- Gotowe! – Wyłączyłam mojego ukochanego Canona i zabrałam się do jedzenia racuszków z ricottą (przepis)
- Świetna jesteś.
- Wiem, widzę, że ci się z rana humor poprawił? – Nieco się uśmiechnęłam, nie mówiłam jej o moim śnie. Jest za bardzo przesądna i wzięłaby to wszystko na serio. – Zgłosiłam cię do redakcji Siatkówki w obiektywie. Byłabyś tam fotoreporterem. Wysłałam formularz i próbkę twoich zdjęć.
- Dlaczego zrobiłaś to bez mojej zgody?
- Myślałam, że się ucieszysz.
- Masz racie! Cieszę się! – Wykrzyknęłam radośnie i mocno przytuliłam przyjaciółkę. – I tak mnie pewnie nie wezmą.
- Nie gadaj głupot! Jesteś najlepsza. Lepiej zobaczmy zdjęcia.
- Później, teraz muszę się naszykować na uczelnie. – Włożyła nasze naczynia do zmywarki i poszłam się ubierać. Nie przejmowałam się już tak Bartmanem, ale na pewno mu tego nie wybaczę. Założyłam długą czarną spódnicę z przezroczystego szyfonu, pod spodem była wszyta bawełniana halka do połowy uda. Do tego dżersejowy gorset w biało-czarne paski sięgający przed talie. Nie wygodnie, ale seksownie. Jak zawsze. Lubiłam się tak ubierać, poza tym miałam co pokazywać. Makijaż i włosy zrobiłam takie jak codziennie. Mam tylko nadzieję, że Marcela pożyczy mi swoje Lity. – Kochanie! Pożyczysz mi twoje super ekstra zajebiste buty zwane Litami? – Powiedziałam na jednym tchu pakując bordową torbę.
- A co z tego będę miała?
- Sesje z najlepszym fotografem na świecie.
- No weź już sobie. – Założyłam buty i pędem ruszyłam do mojego Volvo. Weszłam do uczelni i udałam się na nudne i długie wykłady.


Marcela:
Laura poszła na uczelnie, a ja powoli zaczęłam się szykować. Zrobiłam sobie kawę i poszłam znaleźć coś do ubrania. Wybrałam czarne krótkie spodenki z wysokim stanem i bordową koszulę. Usłyszałam dźwięk SMSa. Był to Fabian.
,,Jak się miewasz kochanie? :-*’’
Nie ukrywam, że uśmiech pojawił się na mojej twarzy, tak naprawdę to nigdy z żadnym chłopakiem nie esemesowałam na poważnie. A z Fabianem zdarzało mi się to coraz częściej. Odpisałam mu:
,,Dobrze, a dlaczego pytasz? :D’’
Pofalowałam włosy i nałożyłam mocniejszy makijaż niż zwykle. Fabian odpowiedział:
,, Pytam, bo interesujesz mnie J Co powiesz na spacerek dzisiaj wieczorem?’’
,, Hmm… pomyślę.:}’’

Założyłam buty i zjechałam na parking. Poszłam w stronę miejsca przeznaczonego dla mojego auta. Miejsce było puste. Podeszłam bliżej, na środku leżała czarna kartka z białym napisem: ,,Nie potrzebnie uciekałaś’’. To powoli zaczyna być dziwne, najpierw ten murzyn…


___________________________________________________________
Witam Was serdecznie!
Ostatnimi czasy cierpię na całkowity brak weny. Dlatego to rozdziały są coraz krótsze. Otóż, mam do Was pytanie. Chcecie żeby rozdziały były dodawane rzadziej i były dłuższe, czy częściej i były krótsze?

Nie wiem czy to przeze mnie, czy jest to spowodowane końcem roku, ale mam coraz to mniej wyświetleń na blogu. Nie podoba Wam się treść? Zbyt dużo akcji? Nie wiem, powiedzcie mi. Bo na prawdę kiedy widzę, że prawie nikt mnie nie czyta i nie komentuje mam ochotę przestać pisać to ,,coś''. Także przepraszam, że musicie to czytać,
pozdrawiam,
Donieek :*